Dla kogo Puchar Polski?

May 13th, 2008

W dzisiejszym finałowym meczu o Puchar Polski, spotkają się dwie najlepsze drużyny minionego sezonu Orange Ekstraklasy: Wisła Kraków i Legia Warszawa.

Finał rozpocznie się dziś o godzinie 17.00 na stadionie GKS-u Bełchatów. Będzie to niezwykle prestiżowy pojedynek. Krakowianie, którzy zdobyli 11. mistrzostwo Polski, będą chcieli udowodnić swoją dominację w obecnym sezonie. Natomiast legioniści pragną zakończyć tegoroczny, niezbyt udany sezon miłym akcentem. Legia w sobotę będzie miała również szanse zdobyć Puchar Ekstraklasy, w którego finale zagra z Groclinem.

Oba zespoły spotkały się już w tym sezonie czterokrotnie. W lidze raz tryumfowała Wisła, a raz Legia. W Krakowie było 1:0, a w Warszawie 2:1. Ekipy zmierzyły się również w półfinale Pucharu Ekstraklasy. Podopieczni Jana Urbana wygrali w dwumeczu 2:1.

- To na pewno bardzo prestiżowy mecz. Nie pamiętam meczu Pucharu Polski, gdzie w finale zmierzyłby się mistrz z wicemistrzem. To już o czymś świadczy. Myślę, że to będzie taka piłkarska uczta, jeden mecz, gdzie żadna z drużyn nie będzie kalkulowała, każdy będzie chciał strzelić bramkę. Myślę, że to może być bardzo ciekawe widowisko – powiedział dla http://www.wisla.krakow.pl/ trener Maciej Skorża.

Co ciekawe dzisiejszy finał będzie pierwszym takim w historii ponieważ oba zespoły nie spotkały się jeszcze na tym szczeblu rozgrywek. Legia już 12-krotnie zdobywała Puchar Polski, ostatni raz w roku 1997. Krakowianie natomiast sięgali po to trofeum 4 razy, ostatnio w 2003 roku. Statystyki przemawiają za drużyną z Warszawy, ale forma jaką Wisła prezentowała przez cały obecny sezon stawia ją w roli faworyta.

W zespole mistrza Polski do gry są zdolni wszyscy zawodnicy, oprócz Dariusza Dudki, który został w Krakowie. Natomiast w ekipie Legii zabraknie kontuzjowanych zawodników: Edsona, Sebastiana Szałachowskiego i Piotra Gizy. Obie drużyny dość wysoko wygrały swoje ostatnie mecze w sezonie Orange Ekstraklasy mimo, że trenerzy nie wystawili najmocniejszych składów.

Przypuszczalne składy:

Wisła: Pawełek, Baszczyński, Cleber, Głowacki, Piotr Brożek, Łobodziński, Sobolewski, Cantoro, Zieńczuk, Paulista, Paweł Brożek
Trener: Maciej Skorża

Legia: Mucha, Szala, Astiz, Choto, Wawrzyniak, Radovic, Vukovic, Roger, Smoliński, Grzelak, Chinyama
Trener: Jan Urban

Autor artykułu: Mikołaj Dymek

Gwiazdy w zasięgu ręki… na warszawskiej Ochocie

May 13th, 2008

Już na wiosnę przyszłego roku, przy zespole Szkół im. inż. Stanisława Wysockiego, dawnej “Kolejówce”, powstanie obserwatorium astronomiczne . Będzie otwarte dla uczniów, studentów i wszystkich innych, którzy lubią bujać w obłokach…

Nowoczesne teleskopy, taras obserwacyjny i warsztaty optyczne, to tylko niektóre z pomysłów na powstanie nowoczesnego obserwatorium astronomicznego, które już na wiosnę 2009 roku ma zostać oddane do użytku. Obserwatorium i jego zaplecze będą integralną częścią Zespołu Szkół dawnej “Kolejówki”, przy ulicy Szczęśliwickiej.

Autorem pomysłu jest burmistrz dzielnicy Ochota Wojciech Komorowski, który chce stworzyć miejsce otwarte nie tylko dla zawodowych astronomów, ale i miłośników gwiazd. W związku z realizację projektu Urząd Miasta Ochoty nawiązał już współpracę z warszawskim oddziałem Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii, które aktywnie chce włączyć się w działanie przyszłego obserwatorium.

Członkowie Towarzystwa i zaproszeni astronomowie mają prowadzić otwarte dla wszystkich wykłady i pokazy.
- Dawna “Kolejówka” to świetny obiekt do tego typu inwestycji – twierdzi burmistrz. Od dawna zastanawialiśmy się jak wykorzystać jego potencjał. Szkoła otoczona jest niską zabudową, a do obserwatorium potrzebne jest miejsce bez wpływów oświetlenia z zewnątrz – dodaje.

Sam dyrektor szkoły, Zbigniew Chałas, podziela entuzjazm pomysłodawców. – Wszyscy jesteśmy zadowoleni z tego projektu. Stwarza się nam w ten sposób nie tylko możliwość modernizacji obiektu, ale i uruchomienie zajęć międzyszkolnych, kół astronomicznych, których spotkania będą mogły się odbywać w obserwatorium – mówi.

Modernizacja szkoły ma głównie opierać się na wybudowaniu klatek schodowych i dostosowaniu dotychczasowych sal. Największą inwestycją ma być wybudowanie tarasu obserwacyjnego, który spełniać ma najnowocześniejsze normy. Na dachu szkoły powstanie kopuła, w której umieszczony będzie teleskop obserwacyjny o średnicy 30 cm i kilka mniejszych. Środki na realizację projektu mają być pozyskane z funduszy unijnych. Jednak największe pieniądze mają popīnąć z Urzędu Miasta.

- W tym momencie dysponuję 10 procentami środków potrzebnych do realizacji – mówi Wiadomościom24.pl burmistrz dzielnicy – Pozostałą część uda nam się zgromadzić w drugiej połowie roku – dodaje.

Realizatorzy projektu zakładają, że nowy obiekt zostanie oddany do użytku już na wiosnę 2009 roku i będzie stanowić integralną część obchodów Międzynarodowego Roku Astronomii, który przypada właśnie na przyszły rok. Z obserwatorium będą mogli korzystać uczniowie,nauczyciele i naukowcy nie tylko z Warszawy, ale i całej Polski.

Autor artykułu: Monika Dytyniak

Stolica nie gwarantuje już najwyższych zarobków

May 12th, 2008

Warszawa nie jest już rajem dla szukających dobrych zarobków i kariery. Z ostatnich danych Urzędu Statystycznego w Poznaniu wynika, że w 2007 r. najwyższe średnie zarobki odnotowano w Gdańsku i Katowicach. Stolica uplasowała się dopiero na trzecim miejscu.

Na Pomorzu więcej niż w stolicy zarabiają m.in. kierownicy budów, operatorzy maszyn i kierowcy. Na Śląsku zaś – pracownicy administracyjni, magazynierzy i kontrolerzy jakości.

Ekonomiści uważają, że detronizacji Warszawy można się było spodziewać. Po wejściu do Unii Europejskiej firmy zagraniczne coraz chętniej inwestowały poza stolicą. Na Śląsku fabryki wybudowały szwedzki Electrolux i Toyota, a na Pomorzu ulokowało się mnóstwo bogatych firm z branży hi-tech, m.in. niemiecka Lufthansa Systems, indyjski Zensar, amerykański Acxiom i irlandzki Kainos. Wiele z nich ściągało specjalistów z Warszawy, oferując im wyższe wynagrodzenia.

Przedsiębiorcy inwestują poza stolicą także dlatego, że polskie miasta mają coraz lepsze połączenia drogowe i kolejowe z zagranicą. Wielkim atutem Katowic są dwa lotniska w promieniu stu kilometrów – Balice i Pyrzowice – oraz autostrada A4.

– Pomału upodabniamy się do krajów Europy Zachodniej, gdzie takich centrów jest co najmniej kilka – mówi Marek Zuber, ekonomista z Dexus Partners.

Mankamentem Warszawy są też wysokie koszty wynajmu mieszkań i długie dojazdy do pracy. Wynajęcie 40-metrowego mieszkania na gdańskim Przymorzu kosztuje 800 zł miesięcznie, a na obrzeżach Warszawy 1,2 tys. zł. W Katowicach zaś 35-metrową kawalerkę w dobrym punkcie można wynająć już za 650 zł.

– Zastanawiam się nad przeprowadzką z Warszawy do Gdańska, bo mogę tam zarobić 500 zł więcej niż w stolicy i będę mógł żyć taniej i spokojniej – mówi Marcin Kostrzyński, zarządzający siecią komputerową w dużym międzynarodowym banku w Warszawie.

Czytaj więcej w dzienniku “Polska”.

Autor artykułu: Tomasz Ł. Rożek

Promocja miasta to inwestycja

April 25th, 2008

O promocji polskich miast, jej osiągnięciach i barierach rozwoju rozmawiałam z Anną Proszowską-Sala, jedną z organizatorek Festiwalu Promocji Miast i Regionów, który odbył się w warszawskim hotelu Sheraton. Read the rest of this entry »

Nowa stacja metra: medialny sukces i techniczna porażka

April 25th, 2008

Niemile zaskoczeni byli dziś podróżni, pragnący dojechać do oddanej ledwie wczoraj stacji warszawskiego metra – Słodowiec. Już dzień po otwarciu dojazd do niej był utrudniony.

Między godziną 10 a 10.30 w warszawskim metrze można było usłyszeć komunikat, iż z powodu problemów technicznych utrudniony jest dojazd do stacji Słodowiec. Wielu podróżnych zastanawiało się na głos, czy otwarcie stacji nie nastąpiło aby zbyt wcześnie, pod naciskiem władz miasta, które zapragnęły medialnego sukcesu.

Pogłoski te zdementował Krzysztof Malawko, rzecznik prasowy Metra Warszawskiego: – Otrzymaliśmy informację o tym, że wystąpiły kłopoty z automatyką. Ze względu na bezpieczeństwo ograniczyliśmy ruch pomiędzy stacjami plac Wilsona i Słodowiec. Na tym odcinku kursował pociąg wahadłowy. Utrudnienie w komunikacji trwało około 20 – 25 minut. Obecnie ruch odbywa się już normalnie.

Ograniczenie ruchu spowodowało opóźnienie w przyjazdach pociągów także na pozostałych odcinkach. Metro Warszawskie planuje zakończenie budowy pierwszej linii metra do końca wakacji. Czy w związku z tym czekają nas kolejne utrudnienia?

Autor artykułu: Tomasz Kowalczyk

W maju niedźwiedzie zaatakują Warszawę

April 24th, 2008

10 maja na Placu Zamkowym i Trakcie Królewskim w Warszawie pojawią się… niedźwiedzie. Będą to 142 figury ze sztucznego tworzywa. Każda o wysokości 2 m i wadze ok. 150 kg. Jednak każdy egzemplarz będzie inaczej pomalowany. Read the rest of this entry »

Mistrz Polski poległ w Warszawie

March 17th, 2008

W ostatnim meczu 21. kolejki Orange Ekstraklasy, rozgrywanym przy Łazienkowskiej, Legia pewnie pokonała Zagłębie Lubin 3-0. Pierwsza połowa była raczej wyrównana i obfitowała w walkę w środku pola . Pierwszą bramkę dla gospodarzy w 21. minucie płaskim strzałem po ziemi zdobył Miroslav Radović.

Kluczowa dla przebiegu spotkania była sytuacja z 68. minuty, kiedy to po ostrym wejściu w nogi Jakuba Rzeźniczaka Sreten Sretenović obejrzał drugą żółtą kartkę. Od tego momentu gra mistrzów Polski siadła, a Legia zaczęła marnować sytuację za sytuacją. Co nie udawało się zawodnikom grającym od początku meczu, udało się rezerwowym. W końcówce, czyli 72. minucie wprowadzony Marcin Burkhardt podwyższył na 2-0. Natomiast w doliczonym czasie gry wynik ustalił Martins Ekwueme.

Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 3:0 (1:0)
Bramki: Miroslav Radovic (21), Marcin Burkhardt (86), Martins Ekwueme (90).
Żółte kartki: Jakub Rzeźniczak – Aleksander Ptak, Michał Stasiak, Sreten Sretenovic, Robert Kolendowicz, Mate Lacic.
Czerwona kartka – Sreten Sretenovic (68-za drugą żółtą).
Sędziował: Robert Małek (Zabrze)
Widzów: 8000.

Legia: Jan Mucha – Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Jakub Wawrzyniak, Tomasz Kiełbowicz (28-Przemysław Wysocki) – Miroslav Radovic, Aleksandar Vukovic, Roger, Piotr Giza (72-Marcin Burkhardt), Edson (77-Martins Ekwueme) – Takesure Chinyama.

Zagłębie: Aleksander Ptak – Vidas Alunderis, Michał Stasiak, Sreten Sretenovic, Mate Lacic – Robert Kolendowicz, Maciej Iwański, Michał Goliński (73-Michał Chałbiński), Dariusz Jackiewicz, Szymon Pawłowski – Piotr Włodarczyk (82-Dawid Plizga).

Autor artykułu: Paweł Kalinowski

Znamy już dwóch półfinalistów w PLS

March 16th, 2008

PGE Skra Bełchatów i Wkręt – Met Domex AZS Częstochowa są pierwszymi półfinalistami rozgrywek Polskiej ligi Siatkówki. Mistrz Polski pokonał w czterech meczach Płomień Sosnowiec, zaś częstochowianie nie dali większych szans Jadarowi Radom. Read the rest of this entry »

Zobaczyć dziecko

March 7th, 2008

- Czasem w domach ludzi kulturalnych i zamożnych dzieją się o wiele straszniejsze rzeczy niż w tzw. domach patologicznych – mówi psycholog Joanna Drożdż z Fundacji „IKA”.

Właśnie zakończył się w Warszawie Tydzień Ofiar Przestępstw. Aktywnie uczestniczyła w nim fundacja „IKA” im. Iki Szpakowskiej, która właśnie obchodzi piątą rocznicę rozpoczęcia działalności. Z tej okazji rozmawiam z psycholog i pedagog szkolną Panią Joanną Drożdż.

Jedną z idei tzw. niebieskiego tygodnia oprócz pomocy ofiarom przestępstw było zacieśnienie kontaktów pomiędzy Komendą Stołeczną Policji a organizacjami pozarządowymi. Jak to wyglądało w praktyce?

- To był pierwszy taki pomysł na współpracę organizacji pozarządowych i policji. Sam niebieski tydzień to jakby przedłużenie umowy pomiędzy Biurem Polityki Społecznej miasta a Komendą Stołeczną. Pomysł ewaluował w różne strony. Chodziło głównie o to jak przyciągnąć w tych dniach ludzi, którzy potrzebują pomocy. W końcu stanęło na tym, że ze strony policji to dzielnicowi, którzy mają największy kontakt z rodzinami potrzebującymi pomocy, będą je namawiali do przyjścia.

Czy taka formuła się sprawdziła?

- Nie do końca. Po pierwsze częstotliwość zmian na stanowisku dzielnicowego jest olbrzymia. Czasami jest tak, że co trzy miesiące jest nowy dzielnicowy. Wynika to przede wszystkim z faktu, że ci młodzi ludzie bardzo mało zarabiają i jeśli jest jakaś szansa to momentalnie przechodzą na inne stanowisko. Bardzo często są to chłopcy dwudziestokilkuletni. I taki młody człowiek z małym doświadczeniem życiowym przychodzi do rodziny gdzie jest przemoc, konflikt małżeński, gdzie są bite dzieci. On powinien wejść coś zaproponować tym ludziom. Czasami trzeba kogoś trochę wychować a pewnie i postraszyć. Tymczasem dzielnicowy staje przed osobą o wiele od siebie starszą i mimo munduru i pełnionej funkcji trudno mu zdobyć u niej posłuch.

Czy taka sytuacja bardzo utrudnia wyszukiwanie rodzin z problemami?

- Chcę wierzyć, że są tacy policjanci, którzy znają swoją dzielnicę i mogą robić to skutecznie. Nasza fundacja miała dyżury w komisariatach policji przy ul. Janowskiego i przy ul. Okrężnej oraz w Komendzie Warszawa Wola na ul. Żytniej. Z tych dyżurów płyną różne wnioski na temat działania policji. Z jednej strony byli funkcjonariusze, z którymi dobrze się współpracowało. Jeśli stykałyśmy się z kwestią wymagająca ich natychmiastowego udziału to tak się działo. Z drugiej strony był przypadek kobiety, której dwa lata temu założono tzw. niebieską kartę po czym dzielnicowy po miesiącu przyszedł do niej i namówił ją aby ją zawiesiła. Dla nas i dla współpracujących z nami policjantów to było totalne zaskoczenie, bo takiej procedury jak „zawieszenie” w ogóle nie ma.

Kto mógł liczyć na pomoc fundacji w tych dniach i jacy specjaliści mieli dyżury na komendach?

- Fundacja „IKA” zajmuje się rodzinami zagrożonymi rozpadem. Pomagamy osobom rozwodzącym się, porzuconym i osamotnionym, a także dotkniętym przemocą psychiczną. Głównie pomagamy dzieciom, którym takie kryzysy zagrażają. Oczywiście współpracujemy z innymi organizacjami więc jeśli natrafiałyśmy na problem innej natury to pomagałyśmy dotrzeć do właściwej placówki. Z naszej strony brali udział psychologowie, pedagodzy, socjoterapeutka oraz mediator. Dużym plusem naszej organizacji jest fakt, że większość współpracujących z nami osób ma dwie specjalności. To pozwala nadać bardziej kompleksowy charakter pomocy, którą niesiemy.

Z danych policji wynika, że trakcie całego tygodnia z pomocy skorzystało około 120 osób. Ilu osobom udało się pomóc w trakcie trzech dyżurów pełnionych przez „IKĘ”?

- Niewielu. Generalnie na wszystkich trzech komendach, w których byliśmy, funkcjonariusze nie mieli wcześniej informacji, że to oni powinni do nas kierować ofiary przemocy. To oni powinni poinformować, że w tym czasie mogą skorzystać z darmowej pomocy prawnej, psychologicznej lub pedagogicznej. Z powodu tych nieporozumień z pomocy skorzystało o wiele mniej osób niż mogło.

Skąd w takim razie zgłaszający się wiedzieli o akcji?

- Najczęściej z prasy lub z tzw. poczty pantoflowej. Jedna z pań przeczytała informację na stacji metra i od razu postanowiła do nas przyjechać. Możliwe, że większy ruch był na komendach a nie na komisariatach, to wynika z wewnętrznej struktury policji.

Jakie jeszcze wnioski płyną z niebieskiego tygodnia?

- Przede wszystkim chodzi o bliższy kontakt. Nie każdy może zrozumiał ideę tego przedsięwzięcia a niektórzy pewnie nie widzieli w nim sensu. Bo wie pan, termin „organizacja pozarządowa” różnie się kojarzy. My dodatkowo mamy w nazwie fundację, a to wywołuje skojarzenia z jakimiś niejasnymi interesami.
Tym bardziej, że my nie jesteśmy tak bardzo rozpoznawani jak np. fundacja Jurka Owsiaka. I ktoś widząc nas na komendzie mógł pomyśleć – czego my tu tak w ogóle chcemy. No więc może kolejny wniosek to taki aby za rok wzięło udział w akcji więcej organizacji, aby przy okazji pomocy również pokazać ile nas jest.

Jak wyglądały spotkania z osobami potrzebującymi pomocy?

- Przede wszystkim na komendzie nie ma możliwości żeby długo rozmawiać. To co robiłyśmy miało raczej charakter interwencji. Trzeba było danej osoby wysłuchać i dać jej wsparcie, a następnie zastanowić się kto i w jaki sposób może pomóc. Jeśli były potrzebne jakieś działania leżące w gestii policji, to można je było przeprowadzić od ręki. No i końcowym krokiem na komendzie było zaproszenie osoby do siedziby fundacji. Oczywiście jest to jedynie propozycja, z której można ale nie trzeba skorzystać.

Jeśli osoba skorzysta z wizytówki i zgłosi się do was, to jak przebiega proces pomocy?

- Trzeba pamiętać, że jeśli przyszła do nas to znaczy, że podjęła już decyzję i jest gotowa na zmianę. Oczywiście mogła również wstać rano i stwierdzić, że jednak nie ma na to sił, ale przynajmniej dzięki wizytówce wie gdzie może się zwrócić. U nas zawsze pracujemy w dwuosobowych zespołach. Pierwsze spotkanie, podobnie jak te na komendzie, ma charakter interwencyjny. Orientujemy się czy jesteśmy wstanie zająć się określonym problemem. Jeśli nie to zawsze pilotujemy sprawę i pomagamy dotrzeć do wyspecjalizowanej organizacji.

A jeśli problem dotyczy kwestii, którymi zajmuje się „IKA”?

- Załóżmy, że przychodzi rodzic i mówi, że nie ma kontaktu z dzieckiem, a chciałby żeby ten kontakt był. Zawsze na początku prosimy o dokumentację sądową, z której możemy się wiele dowiedzieć. Bo jeśli zgłaszający się do nas rodzic ma np. ograniczenie praw rodzicielskich to już jest dla nas pewien sygnał. Zawsze informujemy, że skontaktujemy się z drugim rodzicem. I w tym momencie osoba wiedząc, że działamy jako wolontariusze i nie pobieramy pieniędzy nie oczekuje jakiejś lojalności z naszej strony. Przede wszystkim informujemy, że tak naprawdę naszym głównym klientem jest dziecko. Dlatego gdy stwierdzimy, że osoba, która się do nas zgłosiła nie ma racji uczciwie jej o tym powiemy. No i oczywiście informujemy, że gdy ustalimy fakty noszące znamiona przestępstwa to zgłosimy je do prokuratury.

Czy żeby ustalić jak sytuacja naprawdę wygląda doprowadzacie do konfrontacji obu stron?

- Ciężar spraw, którymi się zajmujemy jest tak duży, że musielibyśmy w takiej sytuacji od razu wzywać karetkę. Wszystko spokojnie i powoli. Obie strony muszą mieć takie same szanse przedstawienia swojej wizji wydarzeń. Odbywa się to poprzez bardzo długie rozmowy ale osobne.

Jak rodzice zachowują się podczas tych rozmów?

- Przede wszystkim z naszej strony chodzi o umiejętność słuchania i wyłapywania pewnych kluczowych zdań, które tak naprawdę są wstanie „otworzyć” nam rozmowę. Oczywiście na początku z rozmowy wynika, że to ta druga strona jest nie dobra. Z czasem dopiero zaczynają mówić bardziej od siebie i właśnie w tym momencie padają stwierdzenia, które są sygnałem dla nas, ze coś się dzieje. Bo z jednej strony ludzie nie chcą tak od razu mówić złych rzeczy na męża bo boją się, ze zostanie to źle odebrane, ale z drugiej strony nie da się nie powiedzieć jeśli to w człowieku siedzi.

Umiejętność przeprowadzenia tak trudnej rozmowy i wyłapania tych zdań, na których można się oprzeć to umiejętność, która przychodzi wraz z nauką czy doświadczeniem?

- Jedno i drugie. Jednak sama książkowa wiedza po skończeniu studiów nie wystarczy. Dzisiaj mogę powiedzieć jedno: nie wiem czy trafiłam na typowo książkowy przypadek. Nie wiem czy trafiłam na dwa identyczne przypadki. Oczywiście czasem intuicja podpowiada, że dana sytuacja potoczy się tak czy siak ponieważ są elementy, które się powtarzają tylko w innym układzie.

Jaki jest następny etap terapii?

- Potem zaczyna się przygotowywać dziecko i rodziców do kontaktów. Następują one czasem po kilku miesiącach, a nawet latach przerwy. Musimy zmienić postawę rodzica, który był w tym czasie z dzieckiem. Czasem jest tak, że to on utrudniał kontakty albo druga strona nie chciała ich utrzymywać i to zrodziło z kolei ogromny żal. W takich sytuacjach skrzywdzony rodzic zaczyna mówić dziecku, że drugi rodzić nie chce się z nim widywać albo go nie kocha. I tu padają najczęściej epitety pod adresem tej drugiej strony, a czasem i wulgaryzmy. Kiedy zaczynamy pracować z tym rodzicem musimy im uświadomić, że mimo olbrzymich urazów psychicznych muszą się tym dzieckiem niejako podzielić.

Zmienianie tych postaw nie jest pewnie łatwe?

Zależy to oczywiście od konkretnego przypadku. Musimy pamiętać, że między miłością a nienawiścią jest cienka linia. Jeśli do rozstania dochodzi w sposób, nazwijmy to pokojowy, to dziecko na tym cierpi w mniejszym stopniu. Natomiast do nas zgłaszają się osoby, które zostały po prostu porzucone. Często aby przyciągnąć osobę która odeszła, posługują się dzieckiem. Musimy więc im uświadomić, że gdy mówią „ja to robię dla dobra dziecka” to kłamią. Tak naprawdę robią to dla siebie wykorzystując własne dziecko. Gdy tak rozmawiamy z tymi ludźmi czasem mówimy im o rzeczach, które słyszą po raz pierwszy np. o przemocy psychicznej.

Rzeczywiście ten temat nie jest zbyt obecny w naszej świadomości. Ludzie przemoc kojarzą raczej z biciem.

Staramy się przebić z tą trudną informacją do społeczeństwa. Nie jest to łatwe. Popatrzmy np. na tę słynną kampanię z hasłem „Bo zupa była za słona”. Dla wielu osób była to okazja aby powiedzieć sobie, że są świetni bo swoich żon nie biją. Mogą jej ubliżać, wyzywać ale nie tłuką jej. Przemoc utrwaliła się w takim obrazie sińców i kojarzy się z marginesem. Natomiast my tutaj spotykamy się z osobami dosyć młodymi, świetnie wykształconymi i na wysokim poziomie intelektualnym. Im wyższy ten poziom tym bardziej wyrafinowana przemoc psychiczna. Ludzie robią wtedy takie rzeczy, które nie zostawiają śladów, a są dotkliwsze niż uderzenia. A najgorsze jest to, że ci ludzie nie wiedzą, że to jest przemoc. Czasem w domach zamożnych i kulturalnych ludzi dzieją się rzeczy o wiele straszniejsze niż w tzw. domach patologicznych.

Wracając do terapii. Jak na te spotkania z rodzicami reagują dzieci?

Też zaczynają się uczyć. Jeśli dziecko wcześniej słyszało w domu, że ojciec to notoryczny pijak, który go nie kocha, a potem przychodzi do nas na spotkanie i jest dwie godziny z człowiekiem, który jest trzeźwy, zainteresowany nim, dbającym o potrzeby dziecka to wtedy następuje zmiana. Dziecko zaczyna konfrontować to co mówi mama czy tata z tym co widzi. I z czasem efekty tej, nazwijmy to, manipulacji ustępują.

W którym momencie można mówić o sukcesach?

Pierwszy sukces jest w momencie, gdy dochodzi do udanych kontaktów z rodzicem. Kiedy widzimy, że to dziecko naprawdę cieszy się z tego kontaktu i ta więź zaczyna się odbudowywać. Wtedy kiedy widzimy, że dziecko wie, że znowu ma mamę i tatę. Pełnym sukcesem jest moment gdy dwoje byłych partnerów zaczyna rozumieć, że są rodzicami. Kiedy potrafią oddzielić sferę my – byli małżonkowie od my – rodzice. Kiedy poprzez te wszystkie sprawy, w których się nie zgadzają zobaczą dziecko i zaczną działać na rzecz jego dobra. Sukces jest wtedy gdy na poziomie kontaktów z dzieckiem nie potrzebują ani prawników, ani sądu ani nas.

Autor artykułu: Marcin Rybicki

Grzegorz Piechna odchodzi z Widzewa

December 28th, 2007

Były król strzelców Orange Ekstraklasy nie doczeka się pierwszej bramki w barwach Widzewa Łódź. Grzegorz Piechna nie spełnił pokładanych w nim nadziei i niebawem przeniesie się do Polonii Warszawa.

Przybycie popularnego “Kiełbasy” do Widzewa prawie cztery miesiące temu było hitem letniego okna transferowego. Piechna wyjeżdżał z Polski jako gwiazda i król strzelców ekstraklasy. Trafił do Torpedo Moskwa, jednak stolicy Rosji nie zawojował. Torpedo spadło z ligi, a 31-letni napastnik zdobył zaledwie cztery gole. W ojczyźnie pamiętano jednak “Piechnę Skutecznego”, toteż gdy gazety zaczęły rozpisywać się o możliwym powrocie byłego piłkarza Korony Kielce na rodzime boiska, szybko ustawiła się po niego kolejka chętnych. Wygrał Widzew, od dawna poszukujący snajpera z prawdziwego zdarzenia. W klubie z al. Piłsudskiego Piechna miał się odrodzić. Wyszło nieco inaczej…

O tym, że nie będzie łatwo, Kiełbasa przekonał się już po pierwszych meczach. Kibice i dziennikarze chcieli bramek, a te po kopnięciach byłego króla strzelców nie padały. Piechna trafiał w słupki, poprzeczki, lecz wciąż nie potrafił znaleźć drogi do siatki rywali. Czekano miesiąc, drugi, w końcu kreowany na lidera zespołu napastnik odesłany został przez trenera Marka Zuba na ławkę rezerwowych. W końcówce rundy jesiennej grał coraz rzadziej, były spotkania, w których w ogóle nie pojawiał się na boisku. Ostatnią szansą Piechny miały być występy w Pucharze Ekstraklasy, ale i tu zawodził. Z czasem stało się jasne, że dni gasnącej gwiazdy ekstraklasy w Łodzi są policzone.

Widzew nie zamierzał nadal przelewać na konto piłkarza sowitego wynagrodzenia. Pół roku przed wygaśnięciem kontraktu został on rozwiązany za porozumieniem stron. – Chciałbym nadal występować w Widzewie. Ale skoro działacze i trener mnie nie chcą, to odchodzę – mówi dla serwisu Widzewiak.pl Piechna. Zapowiada również, że wiosną będzie strzelał. Tyle że już w barwach innego klubu. Wszystko wskazuje na to, że będzie nim Polonia Warszawa, prowadzona przez Dariusza Wdowczyka – trenera, z którym Kiełbasa pracował już w Koronie. Z zajmującą piąte miejsce w tabeli drugiej ligi drużyną piłkarz związać się ma 2,5-letnią umową. Wdowczyka nie odstrasza słaba dyspozycja strzelecka Piechny. – Nie ma na świecie napastnika, który w swojej karierze nie zablokowałby się na jakiś czas. Są też tacy, którzy w pewnym środowisku nie potrafią się odnaleźć i widocznie tak było w przypadku Grzegorza w Widzewie. Ale ja wciąż w niego wierzę, bo znam go bardzo dobrze i to od dawna – zaznacza na łamach “Gazety Wyborczej” szkoleniowiec “Czarnych Koszul”.

Piechna nie jest jedynym graczem z linii ataku, który zimą pożegnać się z łódzkim klubem. Wydaje się, że nowego pracodawcy szukać mogą również Krzysztof Sokalski i zapowiadany na objawienie Orange Ekstraklasy Brazylijczyk Douglas. Obaj nie potrafili przebić się do pierwszego składu (także nie strzelając w rundzie jesiennej gola) i chyba nie przydadzą się już trenerowi Zubowi. Kto zająć ma ich miejsce? Jak donosi “Gazeta Wyborcza”, Widzew zainteresowany jest wypożyczeniem z Legii Warszawa 19-letniego Macieja Korzyma. Wiadomo jednak, że potrzeby kadrowe klubu z al. Piłsudskiego są dziś znacznie większe.

698 – tyle minut Grzegorz Piechna spędził na boisku w barwach Widzewa (suma z meczów ligowych i pucharowych)
0 – tyle strzelił bramek

Autor artykułu: Krzysztof Baraniak